Boże Ciało

"Nie spotkałem nikogo, kto zwróciłby Kościołowi bilet po przeczytaniu Marksa czy Derridy, ale spotykam wielu, którzy mówią, że zwracają bilet po wysłuchaniu jednego czy drugiego kazania w czasie uroczystości Bożego Ciała."

"1. Wiem, wiem… Gdybyście, Drodzy Czytelnicy, w szczególności Ci wierzący, nie wiedzieli, że wczoraj, czyli 4 czerwca, ludzie pobożni obchodzili święto Bożego Ciała, to z pewnością trudno byłoby się Wam zorientować o tym fakcie, słuchając licznych kazań ważnych rodzimych hierarchów. Bo o czym były te kazania? A więc było o tym, że legalizacja małżeństw jednopłciowych w katolickiej do niedawna Irlandii to „poważne ostrzeżenie dla całej Europy” (kard. Kazimierz Nycz). Że „laicyzacja, wrogie chrześcijaństwu ideologie (…) oddziałują na kształt ustawodawstwa, na resortowe ciche zarządzenia i dyrektywy, na programy szkolne promujące treści dewiacyjne, których nie sposób zaaprobować ludziom wierzącym” (abp Sławoj Leszek Głódź). Że in vitro, nad którym pracuje parlament, jest „metodą niemoralną, nie do przyjęcia przez chrześcijan” i że „Polska woła o ludzi sumienia w polityce i sprawach społecznych. Liczę, że pokładane w Andrzeju Dudzie nadzieje się spełnią i od sierpnia w Polsce będzie lepiej” (kard. Stanisław Dziwisz). Tu szerszy przegląd cytatów z biskupich kazań.



2. Co te wszystkie kazania mówią nam o świecie, w którym żyjemy? Nic. Za to wszystko o mentalności kaznodziejów. Po pierwsze więc widać brak zrozumienia, że Kościół traci wiernych tylko wtedy, kiedy odchodzi od Ewangelii. Irlandia, która do wczoraj była jeszcze katolicka, a Kościół sprawował w niej niepodzielnie rząd dusz, dziś nie chce słuchać Kościoła, gdyż – zdaniem Irlandczyków – daleko odszedł on od przykazania miłości bliźniego, które jest sercem Ewangelii. Dlatego Irlandia nie jest ostrzeżeniem dla świata, jak chcą polscy biskupi, ale ostrzeżeniem dla Kościoła. Po drugie, Kościół w Polsce jawnie pracuje już na rzecz jednej siły politycznej – Prawo i Sprawiedliwość. Bo, jak łatwo się domyślić, przyjmując kryteria hierarchów, działacze PiS to „ludzie sumienia”. Reszta to „ludzie bez sumienia”. Ani Pan Jezus, ani Matka Boska nie mają partyjnych legitymacji podpisanych przez Jarosława Kaczyńskiego. Ponadto historia poucza, że sojusz tronu z ołtarzem zawsze się źle kończy – i dla państwa, ale przede wszystkim dla Kościoła. W tym sensie rację miał prezes Kaczyński, gdy mówił kiedyś, że „najkrótsza droga o dechrystianizacji Polski prowadzi przez Zjednoczenie Chrześcijańsko Narodowe”. Dziś, jeśli Kaczyński chciałby być wierny swoim zasadom, musiałby powiedzieć, że „najkrótsza droga o dechrystianizacji Polski prowadzi przez PiS”.

Po trzecie, biskupi swoimi politycznymi kazaniami niszczą pracę setki dobrych, oddanych i żyjących Ewangelią duszpasterzy. Ich ciężka praca jest niweczona przez serie takich kazań, jak te wczorajsze, które z Dobrą Nowiną miały tyle wspólnego, co pięść z okiem. Na szczęście rodzimi katolicy nie odrzucają Ewangelii, choć zachowują dystans wobec rozpolityzowanych biskupów. Zgodnie z zasadą: dłużej klasztora niż przeora.

Po czwarte, parafrazując słynne zdanie ks. Józefa Tischnera, powiem tak: nie spotkałem nikogo, kto zwracałby Kościołowi bilet po przeczytaniu Marksa czy Derridy, ale spotykam wielu, którzy mówią, że zwracają bilet po wysłuchaniu jednego czy drugiego kazania w czasie Bożego Ciała."

Autor: Jarosław Makowski z bloga http://makowski.blog.polityka.pl/2015/06/05/po-co-to-kosciolowi/
Trwa ładowanie komentarzy...