Janusz Palikot

Janusz Palikot. Filozof, polityk, przedsiębiorca, wydawca książek. Człowiek z Biłgoraja

Ludzie listy piszą!

List od czytelnika w sprawie "Amber Gold".

Została zachowana oryginalna pisownia listu.

"Dzień dobry Panie pośle.
Jestem członkiem PO ale to co się ostatnio wyprawie przechodzi już wszelkie normy moralne. Postanowiłem do Pana napisać ,bo wiem ,ze nie będzie ta sprawa zamieciona pod dywan. Na dziennikarstwo, nie wiedzieć dlaczego nazywane profesjonalnym, nie ma co liczyć. Jedni nie mogą, drudzy zajmują się recenzjami tych pierwszych, wzajemnymi procesami i odniesieniami, kto co powiedział. Trzeba liczyć na siebie i niechby nawet amatorsko spojrzeć na sprawę pana Marcina Plichty vel Stefański, bo w tym detalu jest symbol hurtu. Przestawię chronologię zdarzeń dla kilku osób, dla wspomnianego Plichty oraz: Marzeny Majsterkowicz, ciągle szefowej Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, Witolda Niesiołowskiego, ciągle szefa Prokuratury Rejonowej Gdynia, Andrzeja Seremeta ciągle głównego prokuratora RP III. Z przedstawionego wyboru faktów będzie można samodzielnie ułożyć obraz wymiaru sprawiedliwości. Zaczynam od Marcina Plichty vel Stefański, lista jest imponująca, ale skrócę ją do suchych danych. W listopadzie 2005 r. sąd Gdańsk-Północ wymierzył Plichcie karę, rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i 700 zł grzywny, za wystawienie jednemu z klientów fałszywego świadectwa zatrudnienia w firmie swojej matki. Plichta podrobił podpis matki, za pomoc miał otrzymać 500 zł. Wyrok sądu w Gdańsku wydaje się odpowiedni, biorąc pod uwagę, że było to pierwsze i nie największe oszustwo Plichty. W tym momencie do sądu i prokuratury w Gdańsku trudno mieć większe pretensje, ale to co się dzieje później jest gotowym formularzem dyscyplinarnych zwolnień dla całego okręgu.

W styczniu 2006 r. sąd w Kościerzynie skazał Plichtę na zapłacenie 1 tys. złotych grzywny, w związku ze sprawą Multikasy, w czerwcu 2006 r. sąd w Tczewie wymierzył Plichcie pół roku w zawieszeniu. Oba sądy miały do dyspozycji wyrok sądu w Gdańsku. W październiku 2007 r., sąd w Starogardzie Gdańskim skazał Plichtę na dwa lata w zawieszeniu na cztery lata za wyłudzenie dwóch kredytów -€“ w sumie 30 tys. Sąd w Starogardzie Gdańskim mając w aktach trzy wyroki za to samo przestępstwo, wygłasza kolejny wyrok w zawieszeniu. Po czterech wyrokach, w 2008, sąd w Malborku daje Plichcie rok i 10 miesięcy w zawieszeniu na dwa lata, za oszustwa przy systemie tzw. Multikasy. Z pięcioma wyrokami w zawieszeniu trafia Plichta przed oblicze sądu Gdańsk-Północ, w którym debiutował i nie ma mowy, aby był dla sądu anonimowym oskarżonym, w dodatku od pamiętnego 2005 roku nazbierał ładny pakiet „w zawaisach”. W sierpniu 2009 roku Sąd Gdańsk- Północ, po starej znajomości skazuje Plichtę, już jako prezesa Amber Gold, na dwa lata w zawieszeniu na pięć, plus 3,6 tys. zł grzywny, sprawa dotyczyła wyłudzenia kredytów. Z sześcioma wyrokami na koncie Marcin Plichta 6 lipca 2010 r. pojawia się Sądzie Rejonowym w Kwidzynie, dostaje karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem na 5 lat, za 57 wyłudzeń kredytów bankowych i fałszerstwo dokumentu. Jak na razie Plichta legitymuje się siedmioma wyrokami, tymczasem pan minister Gowin uznał działania sądu za profesjonalne, natomiast pan prokurator Seremt zaczął od wieszania cyganki, tam gdzie kowal zawinił.

Pan prokurator generalny oświadczył, że w latach 2009-2011 prokuratura zaniedbywała wnioski zgłaszane przez KNF i opóźniała śledztwo. Pierwszą ofiarą popisowych czystek w Prokuraturze Gdańsk-Wrzeszcz ma paść Marzanna Majstrowicz, sęk w tym, że do pani Marzanny nie pasuje chronologia zdarzeń, co najwyżej pasuje trup w szafie pozostawiony przez poprzednika. Owszem trochę złośliwości losu się znajdzie, ale nawet ja, szanujący się oszołom-spiskowiec, nie doszukałbym się zależności w tym, że w październiku 2007 roku, sąd w Starogardzie wydaje wyrok w sprawie Plichty natomiast pani Majstrowicz otrzymuje zaszczytną funkcję szefa prokuratury w Gdyni. Zostawiłem złośliwość losu i poszedłem tropem umorzonych przez panią Marzennę Majstrowicz postępowań. Gdyby tak bardzo szukać kija to zdecydowanie za wcześniejszą działalność pani prokurator. W czasie gdy była szefem prokuratury w Gdyni, ma parę dziwnych prokuratorskich zachowań na koncie, które każą się zastanowić nad jej niezależnością, ale z Amber Godl nie ma to nic wspólnego. Jeden ślad prowadzi do afery gruntowej, jednak okoliczności tej sprawy też się wyłamują z chronologii, co udowodnię datami. Do rzeczy. Ciekawe umorzenia na koncie pani Marzanny to:

1) 2008 rok. „Prokuratura Rejonowa w Gdyni odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie popełnienia ewentualnego przestępstwa przez lidera skrajnie prawicowej Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD) Udo Voigta.

Organizacja Powiernictwo Polskie chciała ścigania Voigta za wywiad w niemieckiej telewizji ARD z 10 grudnia ub.r. Lider NPB zażądał w nim zwrotu "Pomorza, Prus Zachodnich, Prus Wschodnich i Śląska". Koenigsberg (Kaliningrad), Danzig (Gdańsk) i Breslau (Wrocław) są według nas miastami niemieckimi i żądamy sprawowania nad nimi władzy - dodał.

Po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego uznaliśmy, że czyny lidera NPD nie wyczerpują znamion przestępstwa - poinformowała szefowa gdyńskiej prokuratury Marzanna Majstrowicz.” LINK do artykułu
2) 2010 rok. Umorzenie śledztwo dotyczące utworu pt. "Chwała mordercom Wojciecha" autorstwa Adama Darskiego, lidera deathmetalowego zespołu Behemoth. „Jak powiedziała w piątek PAP szefowa Prokuratury Rejonowej w Gdyni Marzanna Majstrowicz, postępowanie nie wykazało, aby autor tekstu pochwalał przestępstwo, jakim jest zabójstwo. "Wyraża w nim tylko swój krytyczny stosunek do wiary chrześcijańskiej" - dodała.” LINK do artykułu
3) 2011 rok, „afera działkowa” na Zakoniczynie. „(…) część członków spółdzielni, między innymi jej likwidator oraz osoba świadcząca dla spółdzielni usługi księgowe, kupowała działki po 5, 10, 15 zł za m kw.
Cena rynkowa gruntu wynosiła wówczas ok. 200 zł za m kw.

Dlaczego likwidator tak tanio sprzedawał mienie należące do spółdzielni?
- Nie było chętnych do zakupu. Sprzedawaliśmy tę ziemię jako tereny zielone, bezużyteczne... - tłumaczył jeden z członków ówczesnych władz spółdzielni.

Tymczasem w planach zagospodarowania nie było zapisów świadczących o bezużyteczności części sprzedawanych działek, dla innych z kolei wkrótce po transakcji plany się zmieniły... W efekcie na niektórych z "bezużytecznych" działek stoją dziś domy, warte nawet 1 milion zł. (…)” LINK do artykułu

Tak wygląda najbardziej głośny dorobek „umorzeniowy” pani Majstrowicz. Wspomniałem, że pani prokurator została szefem prokuratury gdyńskiej w październiku 2007 roku. Wówczas ministrem sprawiedliwości był jeszcze Zbigniew Ziobro, który rzutem na taśmę „czyścił” prokuratury z ludzi Kaczmarka. Zamieszczam tę uwagę, żeby nie było braków w rzetelności chronologicznej. Poza wszystkim ta informacja jest dość istotna, ponieważ to właśnie Majstrowicz stała się pierwszym celem Seremeta, a tenże już jutro z panem Donaldem będzie przekonywał jak zadziałało państwo. Być może jest w tym zagraniu przypadek, być może Seremet pokazuje, że dla władzy i siebie chce jak najlepiej. Majstrowicz wydaje się łatwym i słusznym politycznie celem, idealnie się nadaje, żeby poczęstować nią PiS i Ziobro i w taki przyjemny sposób „zbudować symetrię politycznej winy”. Nieważne, że chronologia i skala grzechów nijak nie pasuje na głównego winowajcę, ważne jest rozliczenie, również medialne, za powyższe przypadki, z których dla mnie, tylko jeden jest godny uwagi, mianowicie te nieszczęsne działki. Właściwie przypadek byłby godny uwagi, gdyż sprawa dotyczy wznowienia śledztwa, które w 2008 roku umorzyła prokuratura Gdańsk-Wrzeszcz, a wtedy Majstrowicz nie pracowała we Wrzeszczu. Dwie pozostałe „afery”, jakkolwiek mogą bulwersować nie są na pewno kryciem wielkich „przekrętów”. Innymi słowy jeśli Majstrowicz ma na sumieniu jakąś samodzielną i wielką aferę, to należałoby jej udowodnić lub przestać zarzucać udział w „aferze działkowej” i Amber Gold, bo obie sprawy dostała w spadku.

Zupełnie inaczej mają się rzeczy z panem prokuratorem Witoldem Niesiołowskim, dla niego chronologia jest bezlitosna i teoretycznie pan Seremet również, z tym, że Majstrowicz na konferencji dostała odwołanie, a w sprawie Niesiołowskiego ma się toczyć postępowanie. Nie kto inny, jak Witold Niesiołowski zostawił Majstrowicz „działki” i „złoto”, ale kim jest ów niezatapialny prokurator, który przetrwał od SLD do PO, niestety nie wiem. Śmiem jednak podejrzewać, że bardziej jest szykowany jako bat na Millera, niż Tuska. Symetria się uzupełni, w zestawie pojawi się PiS, SLD i gdzieś pod koniec stawki PO, która musi porządkować państwo po poprzednikach. Gdyby rozliczać aferę Amber Gold pod kątem prokuratorskim, to ma PO niezłe alibi z dwóch stron, główny kierunek czystek nie uderza w PO, tylko w PiS i SLD. Kolejność i siła pokazówki także wskazuje na polityczny klucz. Najpierw IVRP, w odwodzie kadencja Millera. Bez politycznego klucza, co najmniej kolejność powinna być odwrócona. Jestem ciekaw, czy ta gra wstępna przełoży się na jutrzejsze show w sejmie? Póki co czas na dorobek prokuratora, który bezpośrednio odpowiadała za umorzenie śledztw Amber Gold. Witold Niesiołowski pierwsze zawiadomienie od KNF w sprawie Amber Gold mógł wraz całą Prokuraturą Gdańsk-Wrzeszcz odczytać już w grudniu 2009 roku, zatem zaledwie 4 miesiące (sierpień 2009) po szóstym wyroku Plichty, który wygłosił sąd Gdańsk- Północ.

Prokuratura za pierwszym razem odmawia wszczęcia postępowania, KNF składa zażalenie do sądu, który nakazuje prokuraturze podjęcie działań. Prokuratura, nadal zarządzana przez Witolda Niesiołowskiego, drugi raz odmawia KNF i sądowi. Ta druga odmowa miała miejsce w sierpniu 2010 roku i znów warto przypomnieć jak to się ma do kalendarza wyroków Plichty. Marcin Plichta 6 lipca 2010 r. pojawia się Sądzie Rejonowym w Kwidzynie, dostaje karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem na 5 lat, za 57 wyłudzeń kredytów bankowych i fałszerstwo dokumentu. Po miesiącu od tego wyroku, Witold Niesiołowski z podwładnymi ponownie stwierdza, że prowadzenie Amber Gold bez koncesji nie jest na tyle ważne, aby się tym zająć i umarzają śledztwo. Wpływa trzecie zawiadomienie złożone przez KNF i poparte decyzją sądu, nakazującej Prokuraturze Gdańsk-Wrzesszcz podjęcie śledztwa. Wszystko co się układa w chronologiczną ciągłość Amber Gold, miało miejsce za kadencji Witolda Niesiołowskiego. Pani Majstrowicz do prokuratury Gdańsk-Wrzesz trafia dopiero w lutym 2011 roku. Pojęcia nie mam dlaczego tak wolno brała się za sprawę, ale wiem na pewno, że od lipca 2012 roku postępowanie dotyczące nieprawidłowości związanych z działalnością Amber Gold przejęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Wygląda na to, że Majstrowicz wylatuje za sprawę, którą w sposób spektakularny, no powiedzmy, że spieprzył Niesiołowski, natomiast w chwili dymisji nie ma na sprawę żadnego wpływu, bo od miesiąca śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Niespecjalnie chce mi się bronić pani Marzanny, ale zachodzę w głowę, skąd ta niezrozumiała hierarchia działań, którą przyjął pan Sermet? Klocki zdecydowanie układają się w kierunku rejonowych sądów i prokurator, od Tczewa, przez Kwidzyn, Malbork, aż po Gdańsk, ale dla medialnego efektu wylatuje pani prokurator, która nawet jeśli jest winna, to co najwyżej opieszałości, bo żadnego śledztwa w sprawie Amber Gold nie umorzyła. Na koniec dwie perełki, jedną zapowiadałem wcześniej, druga zdaje się być matką założycielką nowego otwarcia złodziejskiego, na skalę dotąd nie spotykaną. W dniu 7 lutego 2011 roku do Gdańska wybiera się prokurator generalny Seremet. Po co? Ano Szanowni Rodacy po to, by OSOBIŚCIE odwołać szefa prokuratury Gdańsk-Wrzeszcz, Witolda Niesiołowskiego i na jego miejsce powołać szefową Marzannę Majstrowicz, która dotąd przewodziła prokuraturze w Gdyni. Co się dzieje z prokuratorem Witoldem Niesiołowskim? Jak nie sprawdzicie, Rodacy, to za chińskiego boga nie zgadniecie -€“ zostaje szefem prokuratury w Gdyni.

Zgodnie z ustawowymi zapisami o kadencyjności prokuratorskiej, pan Seremet odstawił tandetny spektakl pod tytułem: „hop siup, zmiana dup”. W przedziwnych warunkach, niemniej obie nominacje są udziałem Seremeta, a sam Seremet od listopada 2011 roku popełnia to samo zaniedbanie, które zarzuca Majtrowicz. Tak jak ona otrzymał pismo i tak jak ona, bezpośrednio nie zajmował się sprawą. I druga perełka -€“ matka założycielka. W Polsce mamy takie przepisy i kodeksy handlowe, które pozwalają doprowadzić własną firmę do bankructwa i można właścicielowi „na warstat skoczyć”, jak mawiał obryty w prawie Balcerek. Ostanie zmiany w kodeksie handlowym, które ułatwiają bankructwa bez odpowiedzialności, zostały uchwalone w tym roku. Nie chcę być złym prorokiem, ale taki Amber Gold to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej, to jest czubek jednego wafelka do seryjnej produkcji lodów, które są kręcone od lat, a teraz następuje smutny finał dla tak zwanych frajerów, czyli ludzi orających w rodzinnych firmach i okradzionych z oszczędności. Bankructwa posypią się szeroką ławą, autostradowe i bankowe, scenariusz się nie zmieni, bo po co ma się zmieniać, skoro przy nagłośnieniu przekrętów z sanek wyskakują kociaki, a lwy jadą dalej. Ileż to już razy było przytaczane rozpaczliwe zawołanie: „w normalnym kraju”? Właśnie w normalnym kraju za takie numery minister sprawiedliwości, prokurator generalny, a już na pewno sąd i prokuratura okręgowa w Gdańsku poszłyby na bruk, z wielkim hukiem. A co się stało? Wszystkie sprawy Amber Gold i Plichty, były uwalane i przekręcane w okręgu gdańskim, zarówno prokuratorskim, jak i sędziowskim, w finale Amber Gold przejmuje Okręgowa Prokuratura w Gdańsku i pewnie się skończy się śmiesznym wyrokiem w Okręgowym Sądzie w Gdańsku."

-----

Minister Sławomir Nowak wezwał mnie do polubownego załatwienia sprawy, w związku z moimi sugestiami dotyczącymi zawiązków liderów PO z Wybrzeża z Amber Gold: Arabskiego, Pomaski, Nowaka.
Otóż nigdy nie twierdziłem, że ktoś z nich wziął pieniądze od Marcina P. Jeśli ktoś to tak zrozumiał, to przepraszam! Nie było to moją intencją. Nie wiem, czy Nowak, Arabski lub Pomaska wzięli pieniądze!
Wiem tylko tyle, że trudno zrozumieć przypadki Marcina P., bez relacji z politykami PO, ale nie chciałbym, żeby ta tak ważna dla państwa afera - zamieniła się w personalne spory i dlatego chętnie przepraszam!

Janusz Palikot
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Amber GoldJanusz PalikotListy

PROMOWANE

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej

  • Prawdziwy. Prawdziwszy. Trup

    W PWN-owskim podręczniku dla ośmiolatków znalazłam wierszyk: „Katechizm polskiego dziecka”: Kto Ty jesteś? Polak mały (...) Coś jej winien? Oddać życie. I tak dalej …. Wierszydło zostało napisane około roku 1900 przez Władysława Bełzę. Drugorzędnego poetę, mocno na wyrost nazywanego piewcą polskości. Naiwny, drażniący ucho tekścik od ponad stu lat jest narzędziem indoktrynacji i prania małych mózgów. Bo, jak inaczej nazwać (w XXI wieku) przekonywanie, że ośmioletnie dziecko rośnie po to, by oddać życie za kawałek ziemi? czytaj więcej