Protokół rozbieżności

Polemika o. Dostatniego z prof. Hartmanem pokazuje, że w sporze o relacje między Państwem a Kościołem wyczerpano już wszystkie argumenty

Dalsza debata nie będzie służyć zbliżeniu stanowisk, lecz co najwyżej przekonaniu do własnego punktu widzenia jak największej liczby obywateli. To oni, w każdych kolejnych wyborach do Sejmu, zdecydują o doraźnym kształcie "kompromisu". Obóz katolicki będzie się starać o to, by zmiana społecznego nastawienia była jak najmniejsza. Środowiska liberalno-lewicowe wprost przeciwnie: chcemy jak najszybszej laicyzacji sfery publicznej.

Wbrew temu co sugeruje o. Dostatni, nie wynika to wcale z niemożności spojrzenia na świat oczyma oponentów. Wprost przeciwnie - jesteśmy doskonale świadomi politycznych konsekwencji wiary. Rozumiemy, że według osób przekonanych o tym, że niepokalanie poczęty Jezus z Nazaretu zmartwychstał po ukrzyżowaniu, historia ta - trudna do uwierzenia już dwa tysiące lat temu - powinna być jak najczęściej i jak najdobitniej powtarzana. Rozumiemy, że należy powtarzać ją przede wszystkim dla dobra niewierzących, którzy tak długo jak nie uwierzą, nie będą mieć szans na życie wieczne. Rozumiemy, że instytucją najlepiej przygotowaną, by niewierzących natchnąć wiarą jest Kościół katolicki, oraz że instytucja ta powinna korzytać ze wsparcia Państwa dla zwiększenia szans na powodzenie swojej misji. Nie mogę mówić za Jana Hartmana, ale osobiście rozumiem nawet, że broniąc konkordatu o. Dostatni chce mojego własnego dobra, które wyniknąć może jedynie z przyjęcia "dobrej nowiny". Chcę jednak, by o. Dostatni zrozumiał w rewanżu, że świadomie i konsekwentnie odmawiam przyjęcia jego oferty. "Oświeceniowe stereotypy" uważam bowiem za bardziej przekonujący sposób wyjaśnienia otaczającego mnie świata niż religijne dogmaty. (Różni nas przy tym także to, że w mniejszym niż o. Dostatni i inni przedstawiciele Kościoła stopniu czuję się zobowiązany przekonywać do własnej wizji świata. Jeśli ktoś chce wierzyć w ogień piekielny, to proszę bardzo).

Spór o miejsce Kościoła w życiu publicznym jest w swojej najgłębszej istocie sporem ontologicznym, sprowadzającym się do różnicy zdań w kwestiach istnienia Boga i prawdziwości ewangelicznego przekazu. Dla ateistów i osób wierzących w Boga "na własny sposób", wspólnoty religijne - w tym Kościół katolicki - są niczym więcej niż dobrowolnymi zrzeszeniami jednostek. Państwo może je, podobnie jak wszelkie organizacje pozarządowe, wspierać, ale powinno to robić tylko wtedy, gdy ich działalność przynosi społeczeństwu jako całości więcej pożytku niż szkody. W przypadku Kościoła katolickiego w Polsce początku XXI wieku warunek ten, zdaniem obozu lewicowo-liberalnego nie zachodzi.

O. Dostatni uważa oczywiście inaczej, a na poparcie swojej oceny powołuje się na "dobro, które niesie ze sobą chrześcijańskie przesłanie miłości". Ta teza - o utylitarnym pożytku z chrześcijaństwa - ma do ateistów przemówić mocniej niż dogmaty wiary. I przemawia, rozwinięta przez prof. Marcina Króla w stwierdzenie, że na wielu zapomnianych przez neoliberalne rządy obszarach Polski, Kościół stanowi ostatnią zaporę przed popadnięciem w barbarzyństwo. Osąd ten jest jednak bardziej krytyką Państwa, które zrezygnowało z cywilizacyjnej misji, niż pochwałą Kościoła.

Ponieważ osiągnięcie wspólnego stanowiska w kwestii stosunków Państwo-Kościół jest równie niemożliwe jak kompromis w sprawie istnienia Boga (albo jest, albo go nie ma, nie może istnieć tylko trochę), to dalsze próby wzajemnego dogłębnego zrozumienia niewiele wniosą. Lepiej jest uczciwie i dobitnie pokazać, w czym się różnimy. Niech zestawienie to posłuży obywatelom, którzy w wyborach zdecydują m.in. o tym, jak tworzona przez nich wspólnota polityczna powinna odnosić się do wspólnoty religijnej, do której wielu nich należy. Stanowisko strony katolickiej zostało w miarę jasno przedstawione przez o. Dostatniego, pora więc na stanowisko przeciwne.

Po pierwsze, z faktu że znaczącą część podatników stanowią katolicy, nie wynika, iż z publicznych - a więc również wpłacanych przez nie-katolików pieniędzy - można finansować przedsięwzięcia w rodzaju katechezy czy intstytucje typu ordynariatu polowego. Środki na te cele powinny w całości pochodzić ze zbiórek prowadzonych przez Kościół.

Po drugie, Kościół katolicki powinien podlegać tym samym procedurom restytucji mienia, jakie stosuje się do osób prywatnych i ich spadkobierców. Jeżeli Państwa nie stać na zaspokojenie wszystkich roszczeń, konsekwencje tego faktu powinny być solidarnie ponoszone przez Kościół.

Po trzecie, biskupi - tak jak wszyscy obywatele - mają prawo wyrażać swoje poglądy na sprawy publiczne, ale władze państwowe nie mogą traktować tych poglądów w sposób uprzywilejowany tylko dlatego, że są to poglądy biskupów. Istnienie Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą wolności religijnej i równouprawnienia wyznań - ciało to należy jak najszybciej rozwiązać.

Po czwarte, wbrew tworzonej przez ostatnie ćwierćwiecze białej legendzie Kościoła, jego działania nie zawsze służyły sprawie polskiej niepodległości, demokracji i wolności słowa. To, że Stolica Apostolska złamała postanowienia konkordatu z roku 1925 jest faktem historycznym, którego nie zmienia to, że nagłośnili go staliniści. W latach 80. znaczącą działalność opozycyjną prowadziło - wg zgodnych szacunków bpa Dąbrowskiego i gen. Kiszczaka - około 80 księży, a więc mniej niż było wśród kleru konfidentów tajnej policji. W tym samym okresie Kościół wykorzystał państwową cenzurę by zablokować pokazy "Ostatniego kuszenia Chrystusa" i uniemożliwił wprowadzenie do szkół rzetelnej edukacji seksualnej.

Po piąte, regulowanie działalności wspólnot religijnych za pomocą umów międzynarodowych jest anachronizmem i, w imię przywoływanej już równości wyznań nie powinno mieć miejsca (osobnym problemem jest opisana przez prof. Hartmana niewspółmierność zobowiązań). Dlatego obecny konkordat należy zastąpić - nawet jeśli wymagałoby to zmiany Konstytucji - prostą ustawą, która w jednakowy sposób określi funkcjonowanie wszystkich wyznań.

dr Krzysztof Iszkowski
szef think - tanku Plan Zmian
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KościółPolityka krajowa
Skomentuj