O autorze
Władza jest miarą realności naszego działania. Niczym więcej. Wszelka zmiana zaczyna się od języka. Od wprowadzenia do języka publicznego nowych spraw, których do tej pory nie było. Najbardziej pozorowane działania w polityce zawsze dostają dodatkowego sensu jeśli są skuteczne. Urodziłem się w Biłgoraju i tam zbudowałem pierwsza fabrykę. Zaczynałem studia z
filozofii na KUL-u bo był stan wojenny i to była jedyna uczelnia, która chciała mnie przyjąć. Skończyłem w Warszawie na UW i napisałem pracę z Kanta; "transcendentalna jedność apercepcji". Po studiach pracowałem w PAN-ie gdzie pisałem doktorat z Husserla. Zmiany w 1989 roku spowodowały, że odszedłem z Akademii i budowałem fabryki. W 2001 poszedłem z Kamińskim na Biegun Północny. W tamtym okresie duzo podróżowałem. Najpiękniejszym
miejscem na świecie są rozlewiska Biebrzy w kwietniu. Od 2005 roku próbuję coś zmienić w polskiej polityce. Z sukcesem w 2011 roku. Współtworzyłem wiele organizacji społecznych; BARR, fundusz lokalny w Biłgoraju, filie UMCS tamże i wiele innych. W polityce zaczynałem w PO. Teraz tworzę nową partię. Najlepsze lata przede mną. Mam czwórkę dzieci i jestem szczęśliwy ("połączony") z moja żona Moniką.

Szkoła


90 procent uczniów nie chce iść do szkoły. Uważa ją za nudną, statyczną, represyjną. Tak twierdzi prof. Janusz Czapiński w swojej "Diagnozie społecznej".

Tymczasem rząd zmniejsza liczbę nauczycieli, bo jest coraz mniej dzieci. To coś zupełnie absurdalnego. Niż demograficzny, oraz duże bezrobocie powinny być raczej zachętą do zmniejszenia liczby uczniów w klasie, a nie zmniejszania liczby nauczycieli. Wreszcie mamy szanse na poprawę jakości nauczania, na zmianę pedagogiki, na jakość. Zamiast tego powtarzamy stare, neoliberalne komunały.

A przecież można by wreszcie spowodować, że nie ma pracy domowej odrabianej w domu, a całość nauczania odbywa się w szkole. Dzieci nie musiałyby nosić podręczników, a rodzice denerwować się zadaniami z matematyki. Wreszcie można by zakończyć koszmar korepetycji. I co najważniejsze, postawić na rozwój osobowości zamiast na testy. Nadmiar nauczycieli to dar od losu, a nie kłopot.

Problem mniejszej ilości dzieci w szkołach można by obrócić w szansę. Jednak nie zrobi tego minister Szumilas i ekipa Tuska. Oni już nic nie zrobią. Będą jedynie trwać na urzędzie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...